Pampeluna

Polskie hotele mają tą przewagę, że zwykle mają bogadsze śniadanie. Tutaj niby nie ma co narzekać – bo głodni nie chodziliśmy – ale jakieś jajko i warzywa by się przydały. A tak – jeden rodzaj sera, mały wybór pieczywa. Bagietka i pieczywo tostowe. Nacisk położyli na owoce i słodkie bułeczki np kroasanty. Toster to kolejna ciekawa konstrukcja wśród tosterow jakie dane mi było zobaczyć w hotelach. Taki obrotowy ruszt, którego połowa wjeżdżała pod grzałkę. Sporo ludzi i jedna zagubiona pani do obsługi. Ciągle czegoś brakowało. Ogólne wrażenie jak na Holiday Inn – umiarkowane.

Jak wspomniałem Hotel usytuowany był  na terenie olbrzymiego centrum handlowego. Tak wielkiego że pomiędzy poszczególnymi sklepami najlepiej przemieszczać się było samochodem. Dlatego uważałem, że na pewno jakiś autobus musi jechać do centrum. Jeśli się da to tak jest lepiej bo tu parking za darmo a w centrum trzeba by szukać wolnego miejsca i jeszcze za nie płacić. I na dodatek nic nie można się napić do obiadu. Krótki rekonesans wystarczył abo zorientować się że o centrum jedzie linia 11, że bilet kosztuje 1.35 euro a na recepcji powiedzieli, że bilety można kupić u kierowcy. Do przystanku 500 metrów.

Zaczęliśmy od głównego placu miasta – Plaza de Castillo Wielki plac gdzie jak widać koncentruje się życie towarzyskie miasta. Jest tu barokowy ratusz i widać stąd kościoły św. Saturnina i św. Mikołaja. Od placu odchodzi wiele wąskich uliczek z barami tapas i sklepikami. Zanużyliśmy się w nie i aby niewiele uronić szliśmy wieloma z nich skomplikowaną krętą trasą. Zobaczyliśmy mury miejskie, cytadelę oraz gotycką Catedral de Santa María la Real.

Wracając z Cytadeli wpadliśmy na obiad do lokalnej knajpy. Nic wyszukanego. Iza zjadła dorsza podanego w dość ciekawy sposób, dodatkowo z dwoma jajkami osadzonymi i frytkami. Jajka sadzone dają tu chyba do każdego z dań bo miałem i ja do polędwiczka wieprzowych. W sumie wyszło ok 33 euro.

Był plan aby wracając zrobić zakupy spożywcze w naszym centrum handlowym. Był Aldi ale ostatecznie wybraliśmy wielkiego Le Clerca. Plan – rozejrzeć się, kupić wino na wieczór. W praktyce w koszyku wylądowało jeszcze piwo i oliwki. Zobaczmy jak będą smakować nadziewane anchois. Na paragonie dostaliśmy bonus – 2.5 euro na następne zakupy.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *