No i jesteśmy

Nie wiem czy w ogóle i czy zawsze ale na podstawie tego lotu można by wywnioskować, że rezerwacja miejsc w firmie LOT właściwie nie istnieje. Zacząć wybierać miejsce można 24h przed odlotem ale jak wszedłem 3h później to w zasadzie było pozamiatane. System przydzielił nam miejsca odsunięte 17 rzędów, w różnych strefach i w innych korytarzach. Nawet się nie widzieliśmy. Nie dało się tego zmienić ani na infolinii, ani na odprawie, ani przy wejściu do samolotu – chociaż oni mieli mieć największe możliwości. Myślałem sobie, że to dlatego, że się spóźniłem i wszyscy wcześniej wybrali swoje miejsca. W praktyce okazało się, że system LOTu przydziela miejsca w/g bliżej niekreślonego i całkiem bezsensownego planu. Większość par czy też wspólnych rezerwacji byłą porozrzucana po całym samolocie. Mąż z żoną, pary czy też znajomi. Zaraz po wejściu rozpoczęły się pertraktacje w sprawie zamiany miejsc. Ludzie chcieli siedzieć ze swoimi bliskimi. Więc  nie byłem przypadkiem odosobnionym. To już nawet system RyanAira jest lepszy bo nawet jeżeli ktoś nie wykupi opcji wyboru miejsca to system usadza osoby z jednej rezerwacji razem. Zamieniłem się nawet 2 razy z osobami które do swoich bliskich miały relatywnie niedaleko. Co mi tam i tak do Izy 17 rzędów. Przynajmniej oni byli razem.

Dotarliśmy o czasie i nie pozostawało nic innego do roboty jak wykupić walutę i bilety na jazdę do centrum Tokio. Obawiałem się, że to potrwa i na wszelki wypadek wydrukowałem plan terminalu 1 lotniska Narita – gdzie lądowaliśmy. Okazało się to w zasadzie bez sensu bo zaraz po odebraniu bagaży i wyjściu na halę przylotów wszystko było pod ręką. I bank gdzie wymieniliśmy dolary na start (po 108,69 Jenów za dolara) A w zasadzie na przeciwko – było stanowisko – które sprzedawało bilety na autobus do Centrum Tokio – KiseiBus. To jedna z wielu kampanii autobusowych które wożą z lotniska do centrum Tokio. Próbowałem z domy nawet rezerwować miejsce ale okazało się, że wszystkie ze 100 biletów przeznaczonych dziennie do sprzedaży online – były już wyprzedane. Myślałem więc, że mogą być trudności ze zdobyciem tych biletów w ogóle – na inne kampanie też. Tym bardziej że inne kampanie sprzedawały bilety bez rezerwacji – prosto u kierowcy. Kupiliśmy bez problemów na 10:50 za 1000 jenów każdy i w tym samym okienku – specjalne 72h bilety na Tokio metro. Dostępne są tylko dla turystów. Kupiliśmy po dwa – do wykorzystania później jak będziemy w Tokio. 1500 jenów – to cena za taki bilet – ok 55zł. To znacznie taniej niż kupować potem w centrum bilety na 24h.

Na przystanku 31 skąd odchodziły autobusy nie było wielu ludzi a autobusy odchodziły co jakieś 15 minut. A my mieliśmy jeszcze ze 40 minut. Jakbyśmy nie kupili biletów w okienku – to kupili byśmy u kierowcy i odjechali z pół godziny wcześniej. I generalnie autobusy nie były zbyt wypełnione. Dostaliśmy kwity za bagaż, bagaż do schowka i jazda.

W połowie drogi zaczęły się korki. Krajobraz był monotonny. Złapaliśmy drzemkę. Stacja Tokio to jedna z kilku dużych stacji węzłowych w Tokio. Autobus wysadził nas przy głównej drodze pomiędzy wieżowcami i stąd w ogóle nie było widać żadnej stacji ani czegoś podobnego do niej. A właśnie gdzieś pod stacją kolejową była stacja Metra – Linia czerwona – Marunouchi Line. Mieliśmy dojechać do Shinjuku – kolejnej dużej stacji przesiadkowej po drugiej stronie miasta, skąd odchodziły autobusy pod górę Fuji. Z ogólnym przeświadczeniem, że to gdzieś tam, potwierdzonym rzeką ludzi płynąc w tamtą stronę – daliśmy się porwać. Wkrótce weszliśmy na teren stacji kolejowej. Tu już pomogły nam dworcowe tablice i opisy. Dworzec ogromny, ludzi masa. Po szybkiej analizie planu – okazało się, że musimy przejść na drugą stronę stacji. To spory kawałek. Przy okazji wyszło, że nasze nowe walizki wzięte zamiast tradycyjnych plecaków są dobre do puki nie trzeba ich wnosić po schodach. A tych po drodze było sporo. I brak alternatyw jak schody ruchome czy windy. A może były tylko sprytnie ukryte. Ale ogólnie na stację metra dotarliśmy gładko. Nawet zakup biletów w automacie nie trwał długo. Dziwne te ich automaty ale jak się już kupowało wcześniej – to nawet jeśli nie były takie same to ogólny sens został załapany. Oczywiście musi się dać przełączyć na język angielski bo inaczej nie mieli byśmy szans. Z tablicy z cenami wyszło, że cena na pojedynczy przejazd metrem stąd do Shinjuku to 200 jenów za 7 przystanków. Tu ceny pojedynczych biletów rosną wraz z odległością, dlatego w innym przypadku bilet na 24h byłby lepszym rozwiązaniem.

Problem zaczął się w Shinjuku. Tu naprawdę można było poczuć, że to ogromne miasto i ogromny węzeł komunikacyjny. Widziałem wprawdzie, że dworzec autobusowy znajduje się na dachu dworca kolejowego JR na 4 piętrze i w zasadzie miało to wszystko uprościć. Ale po pierwsze – nie widziałem gdzie  wyjdziemy z metra a po drugie dworzec był ogromny i krzyżowało tu się kilka linii kolejowych. Wszystko w otoczeniu drapaczy chmur i milionów ludzi. Do tej pory byłem przekonany o znakomitości oznaczeń na dworcach w Japonii. Tu jedna coś nie zagrało. Kompletnie nie wiedzieliśmy gdzie iść, a pytania o dworzec autobusowy dezorientowały samych tubylców. W końcu po kilku pytaniach losowo wybranych ludzi i kilku wyjściach z dworca niewłaściwymi wyjściami – dopytaliśmy w jakiejś agencji turystycznej pana – który udzielił nam właściwej odpowiedzi. I nic dziwnego, że nie mogliśmy trafić bo trzeba było pójść naprawdę spory kawałek w inne miejsce aby dotrzeć do tego budynku na dachu którego był dworzec autobusowy. Niestety pierwszą rezerwację na autobus mieliśmy o 13:15 a przez to błąkanie wpadliśmy tam o 13:16 a trzeba było jeszcze zorientować się gdzie wymienić rezerwację na bilety i z którego stanowiska odjeżdża nasz autobus. Sprawa była przegrana. Dobrze, że był plan awaryjny i zrobiłem drugą rezerwację na 2h później. Tym bardziej, że nie trzeba było za nią płacić. Dobrze, że w ogóle rezerwowałem ponieważ gdy przy odbieraniu biletów zapytałem czy można przebukować je na godzinę wcześniej to okazało się, że nie i że w ogóle na dzień dzisiejszy to wszystkie bilety są wyprzedane. Ok to nie gadam i biorę bilety na 15:15 – cena za dwa 3500 jenów. Mamy godzinę i 45 minut czasu więc rozglądamy się po budynku. To w sumie też centrum handlowe. Trochę się tam posnuliśmy bez celu. Jest też czas na zapasowe kanapki. W końcu jedziemy. Jazda ma trwać około 90 minut więc dopada nas drzemka. Jet Lag daje o sobie znać.

W Kawaguchiko wysypaliśmy się na dworcu trochę przed siedemnastą. Jeszcze się nie ściemnia więc nie ma paniki. Widać że dworzec to centrum komunikacyjne. Wszystko razem. Kolej autobusy, kasy, restauracja i centrum turystyczne. Mimo pory – dalej dużo ludzi. Bez ociągania ruszyliśmy w stronę hotelu. Trasę pamiętałem z mapy w internecie i postanowiłem doprowadzić nas bez mapy – na pamięć. Po drodze jak w sam raz mieliśmy dwa sklepy. Znany nam 7 eleven i Lavson. To takie minimarkety. Lavsona widzieliśmy chyba pierwszy raz bo w Osace nie był popularny. Lavson był po naszej stronie ulicy więc zaszliśmy tam. Te minimarkety zawsze wyglądają podobnie i mają podobnie rozstawione towary. Można się tam napić kawy zjeść na ciepło jakiś opanierowany kawałek mięsa lub ryby lub poprosić o podgrzanie jakiegoś gotowego zestawu który można kupić w sklepie. Często jest tam też małe miejsce żeby to zjeść. Kupujemy noodle na ewentualne śniadanko i wino śliwkowe umeszu znane nam już z poprzedniego wyjazdu – ze śliwkami wewnątrz i dwa piwa. Piwa po 292 jenów a winko 1186. Noodle jakoś tanio – duże po 216 jenów oraz wędlinę z wołowiny w plastrach jutro na kanapki za 150.

Do hotelu mamy z kilometr boczną drogą. Gdy dochodzimy jest już lekko szaro. Na recepcji mówią nawet trochę po angielsku i generalnie idzie gładko chociaż poproszono nas o wydruk rezerwacji. Nie ma też problemu z płatnością kartą. Na tą okazję miałem przygotowaną dolarową kartę przedpłaconą. Zapłaciłem 30240 jenów. Pokój dostaliśmy a 3 piętrze i wygląda na to, że gdyby było akurat widać górę Fuji to mielibyśmy ją centralnie w oknie. Kwadrat skromny ale całkiem duży. Z pewnością sporo większy niż te w Osace. Miejsce po aneksie kuchennym ale z wyposażenia to tylko kubki. No ale to i tak wartość dodana bo w rezerwacji nie było o tym mowy. Łazieneczka mała ale wszystko jest. Nawet ogrzewana deska klozetowa. Jest darmowe wi-fi i czajnik do wypożyczenia na recepcji co też czynimy.

To był długi dzień który zamykamy umeszu i piwem Kirin. Ponoć często od ran lepiej widać górę Fuji więc będziemy to mogli sprawdzić prosto z okna.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *