W drodze do Delhi

Czasami, kiedy zaczynamy daleką wyprawę wydaje mi się, że pierwszy dzień trwa dwa dni. Dzieje się w nim tak dużo, że można by tym wypełnić w zasadzie trzy dni. Jest jak epopeja albo jak marsz Wojsk polskich od Lenino do Berlina.
Podróżowanie drugi raz do tego samego kraju ma tą zaletę, że się go już zna. Odpada część problemów z zastanawianiem się czy nas tubylcy nie zjedzą. Tak samo jak i latanie samolotami powoli zamienia się w coś nudnego i dłużącego się równie jak podróż PKP ze Starachowic do Gdańska.

Samolot do Stambułu okazał się opóźniony o przeszło godzinę więc po doprawieniu się snuliśmy się w strefie bezcłowej dla zabicia czasu. Kupiliśmy flaszkę Balentaisa i trochę cukierków. Znowu turystów na nasz lot mało. A niby miał być sezon. A jednak są różnice. Turkish Airlains – przynajmniej na trasie do Stambułu zapewnia normalne jedzenie. Tzn obiad i napoje i deser. Był nawet jakiś wybór, a o wegetariańskim posiłku dla Izy też pamiętali. Ja wybrałem coś z wołowiny co okazało się mielonym z zapiekanymi ziemniakami i licznymi przystawkami. Do wyboru miałem jeszcze danie z kurczaka. Jakieś danie włoskie z makaronem i bakłażanem a do tego warzywa i owoce. Stewardessa musiała w prawdzie wleźć prawie do połowy w jamę swojego wózeczka żeby znaleźć to danie ale udało się. Obiecali we fru.pl zamówić to danie – i zamówili. Samolot nowszy i lepiej wyposażony niż te z Lufthansy. Każdy pasażer miał swój monitorek i mógł wybierać i muzykę i nawet sporo filmów mieli do wyboru.

Trochę baliśmy się, że nie zdążymy na drugi samolot w Stambule, ale przy wyjściu z samolotu czekał pan w gajerze wykrzykując na lecących do Deli. Zebrał nas niewielką grupkę i zaczął pędzić w inną część lotniska. Pewnie bali się, że jednak nie zdążymy na tą przesiadkę choć zostało nam jakieś 45 min. Przy tym czasie ryzyko istnieje. Głównie dlatego, że lotniska są wielkie i połapanie się co gdzie jest i gdzie jest nasz odlot mogło by chwilę trwać. Dotarliśmy szybko i od razu na drugą kontrolę bezpieczeństwa, więc znów wyciąganie pasków, kluczy portfeli itp. I cały bieg na nic bo drugi samolot też był opóźniony. I tak do odlotu mieliśmy jeszcze z godzinę. Nasza poczekalnia była zatłoczona i brak miejsc siedzących. Zadekowaliśmy się w kąciku. Turystów tylko kilku. Większość to hindusi – niektórzy w turbanach.

Drugi samolot był trochę większy ale nie tak wielki jak ten z Lufthansy. Za to też multimedialnie wyposażony. Jeszcze więcej filmów, kamerę nadającą na żywo start samolotu i gry. Po chwili samolot był w powietrzu. Tym razem na kilka godzin. Od razu też zadziała klima bo było bardzo duszno. Zrozumiałem teraz po co dają kocyk, bo dla odmiany zaczęło się robić chłodno. Obsługa od razu zaczęła nosić. A to piwko i napoje, a to skarpetki stopery i zasłonkę na oczy. Skarpetki, żeby sobie dogrzać stopy a resztę, żeby łatwiej było spać bo generalnie taki samolot trochę hałasuje.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *