Orchha

Nie chce mi się wyłazić z łóżka. Lepiej niech to słońce już wyjdzie. Wyszło i zapowiada się piękna pogoda. Poprzedniego dnia namierzyliśmy zaraz obok restaurację Kriszna. Wąski budynek reklamuje się jako z widokiem. Niezłe miejsce na śniadania. Nie trzeba daleko chodzić po głodnemu z hotelu. Na dole ze 4 stoliki i schody do góry. Pniemy się za właścicielem. Aby wejść na dach i mieć ten widok trzeba przejść przez kuchnie i chyba miejsce gdzie śpi obsługa. Luz – goście przewalają się komuś przez pokój. Dach jest i jest i widok. Wprawdzie tylko 3 stoliki ale jesteśmy sami.

Słoneczko zaczyna dogrzewać więc można się nieco do śniadania porozpinać. Bilety na wyspę z pałacami 250 rupi ale za kamerę drugie 250. Czytaliśmy o tym i mieliśmy zostawić kamerę w hotelu ale jakoś tak wyszło. Wychodzimy za winkiel, kamerę chowamy do plecaka i kupujemy bilet tylko na aparat za 25 rupii. Najwyżej będę kręcił filmiki aparatem a nie kamerą. Głupota. Teraz wszystkim można kręcić filmiki a oni taką zaporową cenę dla bogaczy dają. Budowle te całkiem odstają od naszych zamków. Są zbudowane z kamienia mają wiele dziedzińców odsłoniętych przestrzeni, komnat nieobudowanych ścianami. Widać, że na inny klimat. Najważniejsze, że można wszędzie włazić, nikt za nami nie chodzi i się nie wchrzania. Łazimy zatem po murach, tarasach i krętych schodach. Można tu spędzić sporo czasu myszkując po pałacach. Nad miasteczkiem po drugiej stronie ulicy góruje stara świątynia Chaturbhuj Mandir. Postanawiamy do niej wejść. W zasadzie jest pusta wewnątrz i niewiele ma ozdób. Najciekawiej wygląda z zewnątrz. Można by wejść na któreś ze skrzydeł ale tubylcy chcą zaraz za to jakąś kasę. Świątynię zbudowano ponoć po to żeby przenieść do niej posąg Ramy ze świątyni w miasteczku ale nigdy tego nie zrobiono.

Po objedzie mamy jeszcze trochę czasu. Udaje nam się wypożyczyć rowery. Jako że dnia nie zostało już wiele dostajemy je za połowę ceny. Straszne klamory bez powietrza w kołach. Musieli dopompować. Łożyska chyba smarowane piachem bo zmęczyłem się samym jego prowadzeniem. W planach mamy jeszcze okoliczne budowle. W oddali na wzgórzu widać świątynię Lakshmi. Jedziemy tam ale końcówkę trzeba prowadzić bo ostro pod górę. Przed drzwiami siedzi kolorowo ubrany dziadek i gra na fleciku. Myślałem, że hipnotyzuje kobrę ale coś jej nie było. Obiekt biletowany ale wchodzi się na te same bilety co wcześniej. Niedługo będą zamykać i pilnujący obiektu postanowił przyczepić się do nas i poopowiadać. Na pewno będzie czekał potem na jakiś grosz. Iza słucha, ja uciekłem. Łaziłem trochę sam i wlazłem na mury bo roztaczał się niezły widok na miasto. Na jednej z wieżyczek jacyś bakpakersi strzelali drzemkę. Na wyjście pseudo przewodnik już przebierał uszami na swoją kasę. Niby nic nie mówił bo mu nie wolno to jednak… Powiedziałem żeby Iza dała mu z 50 rupii, w końcu słuchała. Ale on i tak wyglądał na rozczarowanego. A co on chciał za 15 minut roboty i to nie do końca chcianej.

Jedziemy jeszcze nad rzekę. Trzeba uważać bo ruch jest lewostronny i trzeba sobie odwrócić przepisy. Dobrze, że miasteczko jest małe. Most chyba ledwo co stoi. Jest wąski i obowiązuje na nim ruch wahadłowy. W teorii bo jak wjadą na niego samochód i np. riksz to już się nie miną. Stoją więc po środku i na siebie trąbią. Trwa to do momentu aż się któremuś znudzi i się cofnie. Z mostu widać cenotafy – takie budowle upamiętniające różne osoby. Mamy zachód słońca więc całość wygląda fajnie. Szkoda że jest mgła i na błękitne niebo nie ma co liczyć. Postanowiliśmy – mimo zmierzchu jeszcze do nich podjechać. W dzień można je zwiedzać, teraz ogrodzenia są zamknięte. Ale są ścieżki dookoła więc sobie objeżdżamy na rowerach. Najdalej położona cenotafa leży już prawie nad samą rzeką. Jest tu cicho i spokojnie, ani krowy ani ludzika. Wyjazd po raz drugi do tego samego kraju nawet tak egzotycznego ma swoje zalety. Człowiek wpuszcza się w takie miejsca gdzie poprzednio by się nie odważył. Nie strach jest wejść pomiędzy zapuszczone domki, na większe odludzia. Jest tu naprawdę bezpiecznie.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *